piątek, 28 czerwca 2013

Unmei no ko: Chapter I - Egzamin



     Witam nazywam się Naruto Uzumaki i będę tu opowiadał o swoich przygodach. Wszystko dzieje się w czasie, kiedy mam 10 lat, a od dwóch chodzę do akademii, lecz, mimo że uczę się najlepiej z całej klasy nikt nie chce się ze mną przyjaźnić. Jestem nienawidzony przez mieszkańców wioski za to, że żyje i chodzę po tym świecie. Wielokrotnie już lądowałem w szpitalu z połamanymi kościami, szerokimi ciętymi bądź też szarpanymi ranami, które zostały mi zadane przez mieszkańców, lecz najgorsze pobicie miało miejsce w moje 6 urodziny w, które zmarłbym, gdyby nie powrót do wioski jednej z Sanninów Tsunade Senju. Po tym wypadku Sandaime za proponował mi zamieszkanie razem z, nim w jego domu i zostanie jego uczniem, na co z wielką radością się zgodziłem. I tak spędziłem 4 lata szkolenia przez Hokage. Głównie Taijutsu, zaś Tsunade uczyła mnie kontroli chakry oraz medycznych jutsu. Poza Sandaime i Tsunade jedynymi osobami, które uważam za moich przyjaciół są Jiraya kolejny Sannin Konohy, którego poznałem w moje 9 urodziny oraz Iruka Umino mój nauczyciel z akademii. Mimo nienawiści jaką pałają do mnie mieszkańcy nie jestem do nich wrogo nastawiony wręcz przeciwnie staram się zrobić wszystko, aby zostać przez nich docenionym stąd też mam marzenie o zostaniu Hokage, który przewyższy pozostałych kage, dzięki czemu zostanę przez nich obdarzony szacunkiem, jak i respektem. Lecz jeszcze, wtedy nie wiedziałem, że droga, która doprowadzi mnie do spełnienia tego marzenia będzie długa i kręta oraz, że będzie na mnie czyhać wiele zagrożeń i wrogów. No, ale się rozgadałem:D, a teraz czas zacząć moją opowieść!! - Pozdrawiam.


~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~


Wstał piękny dzień. Słońce i świergot ptaków o poranku, sprawiają, iż życie nabiera nowych, przyjemniejszych barw. Gdy się obudziłem oczywiście moje oczy poraziły ostre promienie. Otworzywszy je, natychmiast się podniosłem i poszedłem do łazienki, by się odświeżyć. Jest chyba jeszcze bardzo wcześnie, bo przez otwarte okno wpada do mojego pokoju zapach poranka i jeszcze chłodne, nocne powietrze nienagrzane letnim słońcem, które dopiero zaczyna budzić naturę do życia. Po krótkiej kąpieli, zjadłem skromne śniadanie, posłałem łóżko i już miałem wychodzić, gdy nagle sobie przypomniałem…


„Naruto ty głupku, przecież jeszcze się nie ubrałeś!"


To prawda, wyszedłbym z domu w samych slipach. Po ubraniu się i spakowaniu kilku zwojów, shurikenów i kunai do plecaka wyszedłem z domu wcześniej zamykając go na cztery spusty. Idąc tak ulicami Konohagakure no sato napotkałem liczne spojrzenia mieszkańców spoczywających na mojej osobie... Spojrzeniach, które były przepełnione nienawiścią. Natychmiast spuściłem głowę i przyspieszyłem. Po Kilkunastu minutach znalazłem się na niewielkiej polanie z trzema półtora metrowymi palami wbitymi w ziemie. Nim zacząłem trening zrobiłem krótką rozgrzewkę - 20 okrążeń wokół pola, 200 pompek, 100 przysiadów oraz 50 brzuszków. Tą czynność powtórzyłem 3 razy, po czym postanowiłem najpierw poćwiczyć TaiJustu. Zbliżywszy się do jednego z pali począłem w niego uderzać pięściami i nogami. Po 30 minutach już ciężko oddychając zrobiłem sobie przerwie w czasie, której wziąłem jeden zwój do ręki, otworzyłem go z zamiarem przeczytania zawartych w, nim informacji. Kilka minut później, kiedy skończyłem czytać zwój stanąłem kilka metrów dalej składając dłonie w pieczęć klona (Nie wiedziałem jak ten znak się nazywa, więc sam wymyśliłem nazwę Dop.Aut) i skumulowałem sporą ilość chakry wymawiając formułkę.


Kage Bunshin no Jutsu!" Obok mnie pojawiło się kilka moich klonów w bladych kolorach, które nie mogły nawet ustać na nogach. Załamany tym, że nie udało mi się wykonać jutsu przez kolejne kilka godzin ćwiczyłem aż w końcu...


Kage Bunshin no Jutsu!" Powiedziałem, a obok mnie w kłębach dymu pojawiło się kilkanaście idealnych kopii mnie samego. Zadowolony z tego, że w końcu udało mi się wykonać, to jutsu miałem ochotę zacząć skakać z radość, lecz przez zużycie znaczących ilości chakry padłem plecami do ziemi ciężko oddychając, a klony znikły. Leżąc tak i patrząc w niebo zauważyłem jak słońce zaczyna powoli zachodzić. Przeleżawszy tak kilkanaście minut wstałem i postanowiłem jeszcze poćwiczyć celność. Kiedy już skończyłem spojrzałem w rozgwieżdżone niebo, po czym pozbierałem wszystko i szybkim krokiem skierowałem się do domu. Przechodząc koło Ichiraku ramen mój brzuch dał znać, że należałoby coś przekąsić. Nie myśląc zbyt długo wszedłem do lokalu siadając na jednym z krzeseł. Po kilku minutach przyszedł właściciel baru.


„Witam! Czym mogę służyć tym razem Naruto?"


„Dobry wieczór staruszku!." Przywitałem się. „Po prosze 4 miski ramen z dodatkową wieprzowiną." Dodałem uśmiechając się szeroko.


„Już się robi. Ayame 4 miski ramen z dodatkową wieprzowiną!" Krzyknął do swej córki, po czym zniknął za kotarą.


Czekając na moją kolacje do baru wszedł mężczyzna około 50 lat o długich białych włosach.


„Ohayo Naruto." Przywitał się siadając obok mnie.


„Ohayo Jiraya-sensei." Odpowiedziałem.


„Naruto muszę z tobą porozmawiać." Powiedział poważnym głosem co lekko mnie zdziwiło, gdyż nigdy tak nie mówił, a przynajmniej nie w mojej obecności.


„O co chodzi sensei."


„Jak wiesz jesteś trenowany przez Hokage oraz 2 sanninów, więc twoje umiejętności przekraczają poziom, jaki reprezentują twoi rówieśnicy..." Przerwał widząc wychodzącego zza kotary właściciela baru oraz jego córkę niosących 4 miski ramen.


„Proszę Naruto." Powiedział staruszek podając mi moją kolacje..


„Itadakimasu!" Krzyknąłem i zacząłem jeść, a Sannin kontynuował.


„...Więc porozmawiałem o tobie z Sandaime i Tsunade, po czym doszliśmy do wniosku, że jesteś gotów na przystąpienie do egzaminu na genina."


Zachłysnąłem się słysząc słowa Jirayi.


„Co takiego? Przecież mam dopiero 10 lat." Odpowiedziałem zdziwiony.


„To, nic nie znaczy, chociaż była tylko jedna osoba, która ukończyła akademie wcześniej niż powinna."


„Kto, to był?" Zapytałem ciekawy.


„Uchiha Itachi, który ukończył ją w wieku 7 lat." Odpowiedział, a ja nic nie mówiłem patrząc w pustą miskę po ramenie z niesamowitym szczęściem wymalowanym na twarzy.


„Czyli jeszcze w tym roku mogę być geninem?"


„Tak." Ta odpowiedź wywołała na mojej twarzy wielkiego banana, po czym wróciłem do swojego posiłku.


„Wszystkiego dowiesz się jutro na zajęciach od Iruki, a teraz..."


„Dziękuje za posiłek." Powiedziałem odstawiając ostatnią już pustą miskę.


„Jak zawsze twój apetyt jest niesamowity."


„Wiem." Odpowiedziałem pokazując dwa rzędy białych ząbków. Patrząc na zegar wiszący na ścianie zobaczyłem, że jest już późno, więc pożegnawszy się z Jirayą poszedłem do domu wcześniej zapłaciwszy za posiłek. Po kilkunastu minutach znajdowałem się w swoim pokoju, po czym zabierając z szafy dwa ręczniki zobaczyłem przez okno jak niebo nad wioską zaszło czarnymi chmurami i chwile później zaczął padać deszcz z błyskawicami. Niezbyt się tym interesując poszedłem do łazienki, aby napuścić wody do wanny, po czym umyć zęby. Kiedy wanna była już pełna rozebrałem się i wskoczyłem rozlewając wodę we wszystkie strony. 30 minut później wymyty oraz pachnący wszedłem do pokoju, nastawiłem budzik, zgasiłem światło i położyłem spać, lecz jak na złość przez tą burze nie mogłem zasnąć. Przewracając się na drugą stronę twarzą do okna zobaczyłem ciemność i, kiedy niebo przecięła błyskawica zobaczyłem postać za oknem na widok, której zamarłem ze strachu. Chwile potem usłyszałem pukanie w szybę. Nie zareagowałem za pierwszym razem. Dopiero jak postać zapukała po raz kolejny powoli wstałem z łóżka i zbliżyłem się do okna otwierając je oraz tym samym wpuszczając tajemniczą osobę do pokoju. Zamknąwszy okno spojrzałem na mojego gościa ubranego w czarny płaszcz z kapturem, który teraz był zdjęty ukazując pomarańczową maskę z jednym otworem na oko. Przyznam, że ten mężczyzna, gdyż zakładam, że to mężczyzna mnie przeraził.


„Witaj Uzumaki Naruto." Po tych słowach cały strach znikł ustępując miejsca ciekawości i zaskoczeniu.


„S-Skąd mnie znasz?" Zapytałem niepewnie przerywając tym samym kilku minutową cisze.


„Wiem o tobie więcej niż myślisz." Odpowiedział tajemniczo.


„Rozumiem." Począłem się zastanawiać. „K-Kim j-jesteś?" Zadałem kolejne pytanie jąkając się przy tym.


„Jestem kimś kogo nie znasz, kimś, kto miał udział w tym kim jesteś, a jestem nikim." Ta odpowiedź dała mi do zrozumienia, że już nic z tego nie rozumiem.


„Czyli jesteś..." Zacząłem się zastanawiać. „Ech... Zielonego pojęcia nie mam co ty do mnie gadasz." Dokończyłem dając sobie spokój z tym zrozumieniem czegoś czego nie zrozumiem nawet jak się postaram zrozumieć ten niezrozumiały bełkot.


„No tak w końcu jesteś tylko dzieckiem" Jego głos stał się nagle poważny.


„A mogę wiedzieć, po co przyszedłeś? W dodatku o pierwszej w nocy?" Ostatnie zdanie powiedziałem lekko zdenerwowany, lecz przypominając sobie, z kim rozmawiam natychmiast zamilkłem.


„Nie musisz się mnie obawiać." Powiedział przyjaznym głosem siadając przy stoliku stojącym przy ścianie.


„Czy powiesz mi co tu robisz?" Ponowiłem pytanie siadając na łóżku już spokojniejszy. Nie wiem czemu, ale, kiedy powiedział, że nie mam się czego bać uwierzyłem mu.


„Przybyłem do ciebie, aby złożyć ci pewną propozycje..."


„Propozycje?" Powtórzyłem tym samym przerywając mojemu gościowi.


„Tak, a uprzedzając twoje następne pytanie..." Przerwał i po chwili znów kontynuował. „Chcesz opuścić wioskę i dołączyć do mojej organizacji?" Nastąpiła kilku minutowa cisza przerywana odgłosami deszczu uderzającego w okno.


„Dlaczego miałbym opuścić wioskę!" Spytałem prawie krzycząc.


„Rozumiem twoją złość, ale pomyśl, co cię tu trzyma? Mieszkańcy chcą twojej śmierci, na każdym kroku robią wszystko, aby uprzykrzyć ci życie często w dość brutalny sposób, więc nad czym się tutaj zastanawiać?" Przy ostatnim pytaniu stanął metr przede mną. Zamilkłem analizując wszystko, co zostało mi powiedziane.


„Mam marzenie..." Powiedziałem cicho. „Mam marzenie, które chce spełnić, marzenie o zostaniu największym z Hokage i zostaniu docenionym przez mieszkańców wioski!" Wykrzyczałem patrząc teraz prosto w twarz mojego rozmówcy. Zamaskowany Shinobi otworzył oczy ukryte pod maską szeroko ze zdziwienia wracając wspomnieniami 20 lat wstecz.


---FLASHBACK---

Stał na niewielkiej polanie, a przed, nim chłopiec w wieku 10 lat o blond włosach oraz błękitnych oczach.


„Minato, ile jeszcze razy będziesz mnie wyzywał na pojedynek?" Zapytał chłopca mężczyzna o długich czarnych włosach i tego samego koloru oczach ubrany w granatowy płaszcz, czarne spodnie zawinięte w bandaże od kolan w dół, czarne buty shinobi oraz czarne rękawiczki. Na, to wszytko miał nałożoną czerwona zbroje.

Tak długo aż cie nie pokonam sensei."


„Ech... Ale dlaczego w ogóle, to robisz?"


„Ponieważ, jeśli chce zostać Hokage muszę stać się silny, a pokonanie ciebie będzie właśnie, to oznaczać."


„Chcesz zostać Hokage? To raczej niemożliwe nawet mnie się to nie udało."


„Zostanie Hokage jest moim marzeniem, marzeniem, które na pewno spełnię i, wtedy zostanę obdarzony przez mieszkańców szacunkiem i respektem!" Powiedział dumnie.


Czarnowłosy nie odpowiedział, jedynie przyjął postawę obroną. Minato zrozumiał, o co chodzi i od razu rzucił się biegiem krzycząc.


„Szykuj się sensei."

---TERAZ---


Jest dokładnie taki sam jak ojciec." Pomyślał. „Rozumiem." Jego głos był bardzo przyjazny i mogę przysiądz, że się uśmiechnął, lecz przez maskę nie mogę tego potwierdzić. „Skoro tak, to na razie odpuszczę, ale przemyśl moją propozycje." Dodał wyskakując przez okno. Spoglądałem jeszcze w otwarte okno, po czym zamknąłem je i poszedłem spać.


***


Następnego dnia rano Sandaime siedział w swoim fotelu wypełniając jak zawsze jakieś papiery. Kiedy skończył obrócił się w stronę okna i zaczął rozmyślać.


Czy na pewno dobrze robię?" Pomyślał wracając wspomnieniami do ostatniej nocy.


„Wejść." Do biura wszedł mężczyzna o czarnych włosach spiętych w koński ogon oraz ciemnych oczach z blizną na twarzy ubrany w standardowy strój shinobi z Konohy, wraz z ochraniaczem na czoło i kamizelką.


„Wzywałeś Hokage-sama?" Powiedział stając metr przed biurkiem.


„Tak." Odpowiedział wyjmując z szuflady jakieś papiery. „Proszę oto informacje dotyczące egzaminu na genina." Podał je Iruce, który po przeczytaniu był zdziwiony liczbą uczestników.


„Hokage-sama myślałem, że jest 29, a nie 30 zdających."


„Zarejestrowałem jeszcze jednego uczestnika." Ta odpowiedź wyraźnie zaciekawiła Iruke.


„A kogo, jeśli można wiedzieć?"


„Uzumakiego Naruto." Teraz zszokowało go jeszcze bardziej, bo przecież Naruto ma dopiero 10 lat, więc jak to możliwe, że już teraz zdaje test końcowy szczególnie biorąc pod uwagę to, że w 1 i 2 klasie uczy się teorii, a praktyka jest w 3 i 4.


„Ależ Hokage-sama, dlaczego zgłosiłeś Naruto?"


„Jego umiejętności wyraźnie wykraczają poza to, co potrafią jego rówieśnicy."


„A-Ale..."


„Nie zmienisz mojego zdania, a teraz idź i nie każ, im czekać."


„Tak jest Sandaime-sama." Powiedział, po czym wyszedł kierując się do akademii.

***


Cholera znowu się spóźnię! Iruka-sensei mnie zabije." Pomyślałem biegnąc korytarzem i po chwili dobiegając do drzwi, gdzie obecnie od 10 minut mam lekcje. Uspokoiwszy swój oddech wszedłem do sali, jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że wszyscy uczniowie są już w sali, a Iruki ani śladu. Nie zastanawiając się dłużej nad tym usiadłem z lewej strony klasy w środkowej ławce na 3 miejscu od prawej obok okna. Niedługo potem do sali wszedł sensei.


„Dzień dobry klaso." Przywitał się.


„Dzień dobry Iruka-sensei." Odpowiedziała cała klasa.


„Drodzy uczniowie w związku z tym, że egzaminy na genina odbędą się w najbliższym tygodniu wszystkie lekcje będą odwołane do tego czasu." Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni poza mną oraz Sasuke.


„Możecie udać się do domu." Mówiąc, to zaraz klasa opustoszała. Jedynymi, którzy zostali byłem ja, Sasuke oraz Iruka-sensei. Jednak po chwili Uchiha również wyszedł, kiedy to się stało podszedł do mnie sensei.


„Naruto z tego co słyszałem bierzesz udział w egzaminie na genina czyż nie?"


„Masz racje sensei." Odpowiedziałem.


„Jak chcesz się dowiedzieć, kiedy i, gdzie się odbywa wywiesiłem informacje na tablicy koło wejścia do akademii."


„Dziękuje i dowiedzenia." Pożegnałem się, po czym poszedł sprawdzić, kiedy odbywa się egzamin. Stanąłem przed tablicą i zacząłem czytać.

Drodzy uczestnicy Egzaminu na genina z przyjemnością ogłaszam, że

za tydzień od teraz, czyli 3 października o godzinie 10:00 przed akademią odbędzie

się test sprawdzając wasze umiejętności nabyte przez te cztery lata Nauki.

Co do liczby uczestników będzie ona zaskakująco spora, gdyż aż

30 zdających, z których tylko 10 będzie mogło zostać geninami, a

oceniać was będę Ja, Iruka Umino oraz Shukaku Nara."


Pozdrawiam, Sarutobi Hiruzen Sandaime Hokage.


Kiedy skończyłem czytać postanowiłem, że przez kolejny tydzień będę trenował jeszcze ciężej, aby mieć pewności, że zdam.


***


Jak zawsze zostałem obudzony przez poranne promienie słońca.


Cholerne słońce. Nie da nawet pospać chwili dłużej." Pomyślałem obracając głowę w stronę zegarka.


„CHOLERA!!" Krzyknąłem widząc na, nim godzinę 9:40. Natychmiast pobiegłem do łazienki wziąć szybki prysznic, po czym ubrałem się w czarne długie spodnie, czarny podkoszulek na, który nałożyłem szarą bluzę bez rękawków z kapturem do tego czarne buty shinobi i tak ubrany zszedłem na dół do kuchni zjeść śniadanie. Kiedy skończyłem natychmiast wybiegłem z domu kierując się do akademii. Na całe szczęście zdążyłem w sam raz, gdyż właśnie ktoś zaczynał zdawać. Wchodząc przez niewielką bramę zobaczyłem Sasuke i Sakurę wraz z całym naszym rocznikiem obserwujących zdającego. Natychmiast ubrałem kaptur tym samym zasłaniając twarz, dzięki czemu nie rozpoznają mnie od razu. Minęła już jakaś godzina i właśnie zdawał 29 uczestnik, a po, nim ja. Kiedy i ten skończył Hokage przemówił.


„Został jeszcze jeden uczeń, który teraz będzie zdawał egzamin, więc proszę niech numer 30 wyjdzie na środek i zaprezentuje co umie." Po tych słowach stanąłem, gdzie mi kazano i lekko się ukłoniłem. Kątem oka zauważyłem zdziwienie wszystkich obserwujących i niektórych usłyszałem mimo iż mówili szeptem.


„Patrz, to o, nim była mowa co nie?"


„Tak podobno ma 10 lat, a już zdaje egzamin końcowy."


„Pewnie jakiś geniusz." Uśmiechnąłem się nieznacznie słysząc komentarze innych uczestników.


„Proszę możesz zacząć." Powiedział Hokage.


„Dobrze." Odpowiedziałem, po czym złożyłem dłonie w znak O-hitsuji mówiąc.


Bunshin no Jutsu." Obok mnie pojawił się mój klon, który po chwili zniknął pojawiając się za sędziami, a tam, gdzie przed chwilą stał pojawił się pieniek drewna. Sędziowie kiwnęli głowami, a mój klon zniknął. Złożywszy w ten sam znak wymówiłem formułkę.


Henge no Jutsu." Na około pojawił się dym, który po zniknięciu ukazał mnie przemienionego w wysokiego mężczyznę o blond włosach i błękitnych oczach ubranego w standardowy strój Jonina oraz biały płaszcz z czerwonym napisem na plecach oznaczającym Yondaime Hokage. Wszyscy sędziowie patrzyli na mnie jakbym był duchem, chociaż nie dziwie się, im. Odwołałem jutsu pojawiając się kilkadziesiąt metrów dalej na gałęzi drzewa po drugiej stronie ulicy, a w miejscu, gdzie przed chwilą stałem pojawił się drewniany pieniek na, którym znajdowały się kartki z pieczęciami. Kilka sekund później nastąpił wybuch wytwarzając silną fale powietrze rozchodzącą się w każdym kierunku. Kiedy pył wywołany wybuchem opadł rzuciłem w pal znajdujący się tak pi razy oko 100 metrów ode mnie czterema kunaiami i trzema shurikenami, po czym pojawiłem się na środku spoglądając kątem oka jak wyrzucone przez ze mnie bronie wbite się równo jedna pod drugą.


„To był niesamowity pokaz, ale już..."


„Mam jeszcze jedno jutsu do pokazania oraz krótki pokaz TaiJutsu." Powiedziałem tym samym przerywając wypowiedź Hokage, który popatrzył na mnie zaskoczony i kiwnął głową na znak abym kontynuował. Składając dłonie w pieczęć klona oraz mówiąc formułkę.


Kage Bunshin no Jutsu." Wokół mnie pojawiło się 15 moich idealnych klonów. Widząc twarze Hokage, Iruki oraz Jonina miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, ale postanowiłem się powstrzymać, bo, jakby to wyglądało.


„Dobrze teraz zaprezentuje krótki pokaz TaiJutsu." Powiedziawszy, to bardzo szybko pojawiłem się obok jednego z moich klonów kopiąc go w brzuch i posyłając w kilka innych tym samym sprawiając, że znikły w kłębach dymu. Pozostałe klony jak na zawołanie przybrały pozycje gotową na przyjęcie ataku, ale nie wszystkie, gdyż dwa postanowiły mnie zaatakować. Pierwszy z nich zaatakował pięścią w moją głowę co z łatwością ominąłem i wyprowadziłem kontrę kunaiem przecinając mu gardło przez co zniknął. Drugi klon zaatakował mnie od boku nogą celując w twarz co uniknąłem nieco trudniej odchylając się do tyłu i schowałem rękę za plecy w której trzymałem kunai i ruchem nadgarstka rzuciłem trafiając nic nie spodziewającego się klona w udo sprawiając, że na placu zostało 10 moich kopii. Nie czekając aż te wykonają ruch natychmiast rzuciłem pięciom shurikenami składając dłonie w pieczęć klona wymówiłem formułkę.


Kage Shuriken no Jutsu." I teraz zamiast pięciu leciało 100 shurikenów. Cała dziesiątka natychmiast skoczyła na boki, lecz tylko 6 udało się uniknąć mojego ataku. Klony podzieliły się na dwie grupy jedna czteroosobowa, a druga dwuosobowa. Nie czekając dłużej skumulowałem chakre w podeszwach stóp i w mgnieniu oka znalazłem się przy jednym z dwóch klonów wbijając mu łokieć w brzuch tym samym niszcząc go i natychmiast zaatakowałem drugiego wbijając kunai w serce. Teraz patrzyłem ciężko oddychając na pozostałe 4 klony.


To źle wygląda, bardzo łatwo było zniszczyć większość klonów, ale pozostała czwórka nie da się łatwo, a mnie zostało już mało chakry, więc, jeśli szybko tego nie skończę..." Pomyślałem i kumulując chakre w podeszwach stóp znikłem pojawiając się za jednym z klonów oraz wbijając mu kunai w kręgosłup, po czym natychmiast rzuciłem dwa kunaie w kolejne klony niszczące je tym samym i miałem zrobić, to samo z ostatnim, lecz nie było go tam, gdzie stał przed chwilą. Nim zdążyłem cokolwiek zrobić wyczułem zbliżający się atak i odruchowo uniosłem prawą rękę nad głowę tym samym blokując cios nogą pod, którym kolana mi się ugięły.


„Kuso." Powiedziałem czują ból w całym ciele, ale nie zamierzałem odpoczywać, więc jak zobaczyłem, że mój klon ląduje drugą nogą na ziemi natychmiast swoją prawą podciąłem go i stanąłem bokiem do niego. „Straciłem całą chakre, nie dam rady wyprowadzić już ataku." Pomyślałem.


Gówno prawda!" Usłyszałem w swojej głowie basowy głos po czym poczułem potężną dawkę energii i nie myśląc długo skumulowałem tą energie w lewej ręce i wycelowałem pięścią w brzuch moje klona. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy mój atak posłał klona na ścianę akademii tym samym niszcząc ją.

***


U Sasuke, Sakury i całej reszty w momencie zablokowania ciosu ostatniego klona.


„Ten chłopak jest niesamowity." Powiedział Ino.


„Phi, Sasuke-kun jest o wiele lepszy niż ten dzieciak." Odpowiedziała Sakura. Blondynka miała już coś powiedzieć, ale przerwał jej Sasuke.


„Mylisz się." Wszyscy spojrzeli na młodego członka klanu Uchiha. „Gdybym z, nim walczył nie jestem pewien czy bym go pokonał."


„O czym ty mówisz Sas..."


„Zgodzę się z Sasuke." Powiedział Shikamaru przerywając tym samym wypowiedź Sakury. Członek klanu Nara widząc, że ta dalej nie wierzy westchnął. „Jeśli nie wierzysz pozwól, że to wyjaśnię." Wszyscy teraz patrzyli na niego. „Technika, której użył, to Kage Bunshin no Jutsu, która jest na poziomie Jonina oraz zużywa ogromne ilości chakry, gdyż dzielisz ją równo między wszystkie klony, więc tworząc ich 15 rozdzielasz chakre dla każdego po równo, a że wcześniej zużył sporo chakry, to po stworzeniu tylu klonów jego zapasy chakry były bardzo małe i do tego dochodzi umiejętności TaiJutsu, które nam zaprezentował są przynajmniej na poziomie chunina stąd wniosek, że ten chłopak będąc w naszym wieku jest na poziomie genina być może nawet chunin..." Shikamaru przerwał, kiedy coś przeleciało kilkanaście centymetrów za jego plecami uderzając w ścianę budynku akademii niszcząc ją przy tym.


„Co do..." Powiedział Kiba spoglądając na ścianę, po czym w kierunku, z którego coś przyleciało uderzając o nią i zobaczył tego chłopaka, o którym gadają.


„Nie mówcie, że to on..." Wskazała palcem Sakura na zniszczoną ścianę budynku.

***


Stanąłem na środku placu ciężko oddychając i spojrzałem w kierunku sędziów. Hokage miał oczy szeroko otwarte, w których zobaczyłem zdziwienie oraz dumę. Szczęka Iruki-sensei była szeroko otwarta, a oczy miał otwarte jeszcze szerzej niż Hokage zaś trzeci z sędziów spoglądał na mnie przymrużonymi oczami tak jakby zastanawiając się nad tym co zobaczył i próbując dojść do logicznego wyjaśnienia.


„Ekm..." Trzeci odchrząknął wstając z miejsca. „Drodzy uczestnicy teraz możecie chwile odpocząć, a ja wraz z pozostałą dwójką sędziów omówię, kto zdał, a, kto nie." Usłyszawszy, to podszedłem do płotu i usiadłem pod, nim, aby, chociaż chwile odpocząć oraz zastanowić się czyj głos usłyszałem przed posłaniem klona na ścianę, ale niestety nic nie wymyśliłem, więc doszedłem do wniosku, że tylko mi się wydawało. Po kilkunastu minutach Hokage ponownie wstał i ogłosił, kto zdał.


„Teraz powiem numery tych, którzy zdali." Widząc jak wszyscy w ciszy czekają na kontynuacje zaczął.

„Osoby z numerami 1,5,8,9,15,17,23,25,28,30 zdały. Co się tyczy całej reszty życzę szczęścia w przyszłym roku, a teraz ogłoszę troje najlepszych uczestników." Każdy, kto zdał spojrzał na Hokage czekając aż w końcu raczy ich poinformować, kto był najlepszy.


„3 miejsce zajął numer 15 Ikazuchi Mogumi, 2 miejsce zajęła numer 28 Naomi Kyuuketsuki, 1 miejsce zajął numer 30...” Przerwał zastanawiając się nad czymś. „...Z pewnego powodu nie mogę podać jego imienia.” Dokończył zadziwiając wszystkich obecnych, nawet mnie. „Teraz proszę o podejście wszystkich, którzy zdali i odebranie ochraniaczy. Nie czekając dłużej podszedłem jako pierwszy.

Dlaczego?” Zapytałem cicho.

Lepiej, aby nie wiedzieli, że to ty.” Odpowiedział podając mi Hitai-ate. „Mam nadzieję, iż rozumiesz.”

Tak, to dla mojego bezpieczeństwa, prawda?” Bardziej stwierdziłem niż spytałem chowając ochraniacz do kieszeni. Hokage pokiwał głową z nieznacznym uśmiechem.

Jestem z ciebie dumny.” Powiedział kładąc rękę na mojej głowie. „Szczególnie z tego ostatniego jutsu.” Zesztywniałem na jego słowa. „Jeśli mnie pamięć nie myli, to jedyne miejsce, gdzie została spisana ta technika, to zakazany zwój Shodaime.”

No więc... tego... no... Ja już pójdę.” Szybko powiedziałem znikając w białym dymie.

Doprawdy zabawny dzieciak.” Pomyślał trzeci wręczając ochraniacz kolejnej osobie.

***


Henge no Jutsu – Technika polegająca na zmienieniu się w na przykład w kamień

Bunshin no Jutsu – Polega na stworzeniu niematerialnego klona w celu zmylenia wroga. Jest, to jutsu rangi D.

Kage Bunshin no Jutsu – Jutsu klonów cienia – Lepsza wersja „Bunshin no Jutsu” polegająca na stworzeniu cielesnych klonów, które mogą zranić przeciwnika. Jest to zakazana technika ze względu na ogromne zużycie chakry co może zagrozić życiu. Jest to jutsu rangi B.

Kage shuriken no Jutsu – Za jej pomocą możemy pomnożyć liczbę wyrzuconych wcześniej shurikenów. Jest to jutsu rangi B.



Słowa – 3787

Znaki – 25281

Znaki bez spacji – 21362


1 komentarz:

  1. Fajny blog, ale mam pytanie troche z innej beczki, a mianowicie czy to twoj blog: http://konradwyroda.blog.interia.pl/?yearID=2012&monthID=0&dayID=0
    a jesli tak to czy jest on kontynuowany?

    OdpowiedzUsuń