Tak jak powiedział tak jest. Chociaż w planach miałem jedynie pozmieniać kilka rzeczy, a skończyło się na tym, iż napisałem cały rozdział od nowa i zajęło mi no zaledwie trzy i pół godziny. A teraz zapraszam do czytania.
~ ~
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Minęły
już dwa miesiące, odkąd zdałem egzamin na genina i od tamtego
czasu wykonuje jedynie zadania Rangi D lub C, gdyż jako jedyny ze
swojego rocznika zostałem Geninem oraz jak to ujął Hokage? A tak.
„Przez
pewien okres czasu będziesz wykonywał tylko misje najniższej
rangi, ponieważ nie mogę przydzielić Cię do żadnej drużyny, a w
wiosce nie ma wolnego Jonina, który, by się tobą zaopiekował."
Od tej rozmowy minął już miesiąc, w ciągu, którego wykonałem
44 misji oraz nauczyłem się lepiej operować klonami cienia, które
jak się okazuje po odwołaniu przekazują całą zebraną wiedzę do
orginału oraz kilku nowych jutsu. Teraz leżałem na łóżku w
swoim pokoju rozmyślając o tajemniczym mężczyźnie, który
odwiedził mnie przeszło miesiąc temu i złożył niecodzienną
propozycje dołączenia do jego organizacji, o której nie powiedział
zupełnie nic. Chwile później moje myśli skierowały się ku
egzaminie na genina, a konkretniej rzecz ujmując o tym tajemniczym
głosie w mojej głowie oraz sile, która wzięła się znikąd.
Zastanawiając się tak nad tym obróciłem się na bok wyglądając
za okno na nocne niebo, na którym znajdował się księżyc w pełni
oraz wiecznie towarzyszące mu gwiazdy. Wpatrując się tak w ten
piękny widok usnąłem zapominając o wszystkich zmartwieniach.
***
Następnego
dnia zostałem obudzony ostrymi promieniami słońca, po czym udałem
się do łazienki. Kilka minut później czysty i ubrany w to , co
nosiłem na egzaminie zszedłem na dół zrobić sobie coś do
jedzenia. Niestety, lodówka była pusta.
„Ech...
Musze zrobić zakupy." Zrobiłem jeden krok i... "Grrrrrrrrr!"
Mój brzuch był głośniejszy niż zazwyczaj. „Ale najpierw
Ichiraku ramen." Jak powiedziałem tak zrobiłem wcześniej
zabierając z domu portmonetkę z pieniędzmi, które uzbierałem z
wykonanych misji. Po kilku minutach dotarłem do celu swojej podróż,
więc bez namysłu wszedłem do środka.
„Ohayo
staruszku, to samo co zawsze tylko razy cztery!" Powiedziałem
na przywitanie.
„Ohayo
Naruto już się robi." Odpowiedział radośnie wchodząc do
kuchni. Chwilę później dostałem swoje zamówienie.
„Życzę
smacznego."
„Itadakimasu!"
Krzyknąłem natychmiastowo opróżniając wszystkie 4 miski, lecz
nadal byłem głodny, więc złożyłem kolejne zamówienie, tym
razem na 6 misek, które kilka minut później dostałem pod nos i
opróżniłem w ciągu kolejnych kilku minut, ale nadal nie byłem
najedzony. Po godzinie siedziałem najedzony, a obok mnie leżało 50
misek ramenu ustawionych w 5 pionowych rzędach po 10.
„Eem...
Naruto?" Spojrzałem na właściciela. „Nic ci nie będzie po
zjedzeniu tyle ramenu?" Zapytał zmartwionym głosem, po czym
spojrzałem na liczbę misek i sam począłem się nad tym
zastanawiać, ale nie dochodząc do niczego sensownego znów
spojrzałem na staruszka.
„Spokojnie
nic mi nie będzie." Odpowiedziałem z uśmiechem.
„Skoro
tak mówisz, a teraz czas na rachunek." Wręczył mi świstek
papieru. Po przeczytaniu go moje oczy szeroko się otwarły.
„ILEEEEEEEEE!!!"
Wydarłem się tak głośno, że było mnie słychać w całej
wiosce.
„Tak,
więc poproszę 25000 Ryo(na nasze, to będzie około 1000 zł Dop.
Aut)." Powiedział staruszek z uśmiechem pocierając swoje
dłonie.
„H-Hai."
Wydukałem cicho, płacąc i wychodząc przed bar. Po chwili namysłu
postanowiłem iść potrenować, lecz coś, a raczej ktoś
przeszkodził mi w tym.
„Naruto
Uzumaki Hokage kazał mi przekazać, że masz do niego przyjść."
Zakomunikował jakiś chunin, który ni z tego ni z owego wyrósł
przede mną z ziemi.
„R-Rozumiem."
Odpowiedziałem zaskoczony, a chłopak natychmiast się ulotnił.
„Pewnie kolejna misja rangi D" Pomyślałem wzdychając.
Zrobiłem, tak jak mi kazano i po trzydziestu minutach stałem przed
drzwiami z napisem "HOKAGE" od razu zapukałem.
„Wejść."
Usłyszałem z wnętrza. Wszedłem stając przed biurkiem Hokage.
„Witaj
staruszku.” Przywitałem go szerokim uśmiechem.
„Witaj
Naruto." Nieznacznie uśmiechnął i wyciągnął jakąś teczkę
z napisem ściśle tajne. Po chwili otworzył ją wyjmując z niej
kartę, którą była karta danych opisująca shinobi wioski w tym
przypadku owa karta należała do mnie co mnie zdziwiło, lecz, nim
zdążyłem zapytać staruszek zaczął czytać. „Uzumaki Naruto,
lat 10, genin. Oficjalnie ukończonych misji 44: 39 Rangi D, 5 Rangi
C, 0 Rangi B, 0 Rangi A, 0 Rangi S.
Mimo
młodego wieku jego umiejętności dalece przewyższają umiejętności
jego rówieśników, jak i jego starszych kolegów. Jest głośny i
nadpobudliwy, lecz, jeśli wymaga tego sytuacja potrafi się opanować
i spoważnieć." Skończył czytać przenosząc wzrok z teksu na
mnie.
„M-Mogę
wiedzieć, po co mnie wezwałeś?” Zapytałem niepewnie.
„Od
dnia dzisiejszego przez następne sześć miesięcy będziesz
członkiem drużyny 5.” Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie
co usłyszałem.
„YATTA!!!!”
Wydarłem się na cały głos. „Nareszcie będę miał normalną
drużynę!” Zacząłem podskakiwać z radości. Uspokoiłem się
dopiero po kilkunastu minutach.
„Naruto.”
Hokage nagle spoważniał. „Co do twojego dołączenia do drużyny
jest parę spraw, które muszę ci objaśnić.” Spojrzałem na
niego również poważniejąc. „Jeśli ktoś cię spyta o wiek masz
powiedzieć, że masz 12 lat, a akademię ukończyłeś rok temu,
rozumiesz?” Szybko kiwnąłem głową na znak, iż rozumiem.
„Przekazałem już wszystkie informacje Joninowi dowodzącemu
drużyną piątą.”
„Czy,
to wszystko?”
„Tak.
Teraz udasz się zapoznać z jej członkami, są teraz na polu
treningowym numer 4.”
„Tak
jest.” Natychmiast wyskoczyłem przez otwarte okno, lądując na
ziemi kilkanaście metrów od wejścia do wieży. „A teraz...”
Pomyślałem i przesyłając chakrę do stóp zacząłem biec tak
szybko, że cywile nie byli w stanie mnie zobaczyć. Nie minęła
nawet minuta, a już stałem na drzewie obserwując dwoje stojących
osób na środku polany wielkości sporego boiska. Jedną z nich była
dziewczynka jakieś dwa lata starsza ode mnie o czarnych długich
włosach i ciemno czerwonych oczach ubrana w czarny długi płaszcz z
długimi rękawami, który od pasa w dół był rozpołowiony z
przodu odsłaniając nogi. Do tego miała ubrane krótkie czarne
spodenki nie sięgające nawet połowy ud oraz tego samego koloru
podkolanówki i buty. Opaskę liścia miała zawieszoną na szyi.
Drugą osobą był chłopak w tym samym wieku co dziewczyna. Jego
włosy były srebrne sięgające barków, a oczy złote. Ubrany w
czerwoną koszule i czarny płaszcz oraz tego samego koloru długie
spodnie oraz buty. Nie czekając zeskoczyłem z drzewa na polanę i
podszedłem do nich.
„Siema,
jestem Uzumaki Naruto nowy członek drużyny piątej.” Powiedziałem
radośnie. Oboje spojrzeli na mnie, po czym dziewczyna prychnęła
odwracając głowę w bok, a chłopak krzywo się uśmiechnął
podając mi dłoń.
„Jestem
Lirio Akitoshi miło poznać.” Przedstawił się z uśmiechem.
„A
ta niezbyt przyjemna osoba to?” Zapytałem wskazując palcem na
czarnowłosą i natychmiast odchyliłem się w bok unikając ataku
pięścią, następnie odskoczyłem do tyłu unikając kopniak. „Co
tak nagle mnie atakujesz?”
„Nie
mam powodów, aby ci, to mówić.” Odpowiedziała znów mnie
atakując tym razem celując nogą w moją klatkę piersiową.
„Może
ty go nie widzisz, ale...” Podskoczyłem do góry stając na rękach
na jej wyprostowanej nodze. „...Ja tak, w końcu to ja tu jestem
atakowany.” Wybiłem się obiema rękoma lądując za nią i
blokując lewą ręką kolejnego kopniaka. „No do diabła!”
Krzyknąłem pojawiając się za nią i kopiąc w plecy w wyniku
czego odleciała na kilka metrów uderzając o ziemie. „Uspokoiłaś
się?”
„Nie
myśl, że mnie trafiłeś, po prostu pozwoliłam ci na to!”
Wydarła się po wstaniu.
„Ah
tak.” Stwierdziłem krótko. „Widzę, że ceni swoją dumę
ponad wszystko.” Pomyślałem przenosząc wzrok na Lirio.
„Nozomi
teraz wiesz, że nie jest słaby, więc się uspokój.” Popatrzyła
na niego spod byka, po czym spojrzała na mnie.
„Jestem
Nozomi Kyuuketsuki.” Przedstawiła się z promiennym uśmiechem
szokując mnie nagłą zmianą charakteru. „Wybacz, to chłodne
przywitanie, ale chciałam cię sprawdzić, czy się nadajesz do
naszej drużyny.” Wytłumaczyła podając mi rękę.
„Ta
spoko nic się nie stało.” Uścisnąłem ją nie wiedząc jak,
inaczej mogę zareagować.
„Na
pewno?”
„Tak
na pewno.” Potwierdziłem przypominając sobie co Ero-sennin mówił
o kobietach. „Pamiętaj Naruto, kobieta zmienną jest.”
„Widzę,
że już się zaprzyjaźniliście.” Usłyszałem za sobą męski
głos. Szybko się odwróciłem widząc przed sobą gigantyczne
człowieka, którego od razu rozpoznałem.
„Ossan,
ty jesteś kapitanem tej drużyny?” Zapytałem zaskoczony.
„Ja
także byłem zaskoczony, kiedy usłyszałem, że dołączysz do
mojej drużyny.” Powiedział czochrając mi włosy na głowie.
„Skoro się już poznaliście możemy przejść do trenin...”
„Właściwie,
to wiemy jedynie jak się nazywamy.” Przerwała mu Nozomi. Sarutobi
spojrzał na nią, po czym westchnął.
„No,
to szybko przedstaw się Naruto.”
„Nazywam
się Naruto Uzumaki, moim ulubionym daniem jest ramen, a marzeniem
jest ZOSTANIE HOKAGE!” Ostatnie dwa słowa wykrzyczałem szokując
dwoje moich towarzyszy.
„Właśnie,
dlatego chciałem, to pominąć.” Mruknął cicho pod nosem Asuma.
„No dobrze, a teraz wy.”
„Lirio
Akitoshi, nie mam marzeń ani ulubionego dania.” Przedstawił się
dopiero po kilku minutach, gdy już się otrząsnął z szoku.
„Nozomi
Kyuuketsuki, Mam marzenie, ale nie zamierzam wyjawiać jakie, co do
hobby mam ich wiele, a ulubione danie, to hmm... grillowany stek.”
„Skoro
już się poznaliśmy możemy przejść do treningu.” Spojrzał na
mnie. „Widziałem twoje dane, ale jestem ciekaw jak bardzo się
poprawiłeś od czasu egzaminu.” Powiedział, po czym zamyślił
się nad czymś. „Lirio, stoczysz z Naruto krótki pojedynek, abym
mógł go osobiście ocenić.„ Rozkazał. Obaj bez żadnego
sprzeciwu ustawiliśmy się na środku polany kilka metrów od
siebie. „Gotowi!? START!” Krzyknął, a my natychmiast się na
siebie rzuciliśmy. Tymczasem do Asumy podeszła Nozomi.
„Sensei,
jesteś pewny, że Naruto da sobie radę przeciw Lirio?” Zapytała
szczerze w, to wątpiąc.
„Masz.”
Wyjął coś z kieszeni i podał jej, to.
„To
przecież...”
„Karta
danych należąca do do Naruto.” Przerwał jej. „Przeczytaj.”
„Uzumaki
Naruto, genin, lat...” Zatrzymała się przecierając oczy. „...Lat
10?” Zapytała. Asuma jedynie kiwnął głową. „Ukończonych
misji Rangi D 39, Rangi C 5. Taijutsu( Rang C+), Ninjutsu( Ranga C ),
Genjutsu( Ranga D), Siła( 3/5 ), Inteligencja( 2,5/5 ) Wytrzymałość(
4/5 ), Szybkość( 2,5/5 ).” Skończyła czytać nie wierząc w to,
co widzi. Szybko wróciła do jego wieku przypominając sobie egzamin
sprzed dwóch miesięcy. „Czyli ten zamaskowany dzieciak, to
Naruto?” Wyszeptała.
„Masz
rację, ale nikomu o tym nie mów.” Spojrzała na niego. „Rozkaz
Hokage.” Wyjaśnił krótko.
„Uważam,
że Naruto nadal nie ma z, nim szans.” Zmieniła temat.
„Ja
uważam na odwrót.” Stwierdził ze śmiechem. „Jeśli chodzi o
same umiejętności, to są sobie równi, lecz Naruto posiada większe
doświadczenie i dzięki temu prawdopodobnie wygra.”
„Niby
jak może posiadać większe doświadczenie, przecież jest dwa lata
młodszy od nas.”
„Sama
przed chwilą czytałaś dane Naruto.” Zabrał jej kartę, którą
obracała w dłoniach i schował do kieszeni. „Ukończył 44 misje
z czego 5 było rangi C oczywiście wszystkie ukończył w
pojedynkę.”
„Sam?
Tak zupełnie S-A-M?” Specjalnie przeliterowała dla podkreślenia
swojego zdziwienia.
„Były,
to misje, na których miał za zadanie pojmać bandytów z okolic
różnych pomniejszych wiosek.”
„Mimo
wszystko nie znam nikogo, kto, by posiadał takie umieję...”
„Patrz.”
Przerwał jej wskazując na walkę Lirio i Uzumakiego, który
widocznie zyskiwał przewagę.
„Miałeś
rację, ale, o co chodziło z tym ”prawdopodobnie”?”
„Jeśli
Liro użyje TEGO, to nie jestem pewny wyniku.” Wyjaśnił, po czym
oboje już nic nie mówiąc wrócili do oglądania pojedynku.
Stali
naprzeciw siebie. Oboje z lekką zadyszką patrzyli na siebie z tym,
że Lirio miał kilka nie wielkich rozcięć na twarzy, a Naruto
pozostawał nietknięty. Po chwili znów obaj na siebie ruszyli z
kunai'ami w dłoniach. Pierwszy cios zadał srebrnowłosy, lecz
blondyn zgrabnie uniknął ostrza samemu robiąc niewielkie rozcięcie
w rękawie płaszcza oraz skórze przeciwnika i nie czekając szybko
kopnął prawą nogą w brzuch złotookiego posyłając go kilka
metrów w tył. Nim przeciwnik zdążył się pozbierać rzucił w
jego kierunku kilka shurikenów i układając dłonie w pieczęć
klona.
„Kage
Shuriken no Jutsu.” Powiedział, a z 5 shurikenów zrobiło się
ich kilkadziesiąt. Srebrnowłosy zaczął ich unikać biegnąc w
stronę Naruto. Niestety, ostrza nie zdołał uniknąć wszystkich i
kilka z nich rozcięło mu ubrania oraz skórę tworząc sporo
płytkich ran, z których sączyła się krew. Jinchuuriki zaskoczony
takim ruchem, ledwo zdążył uniknąć ciosu Liro, przez co ten
zadał mu płytką ranę na policzku i, nim blondyn zdał sobie
sprawę został posłany kilka metrów w tył potężnym kopnięcie w
klatkę piersiową ryjąc w podłożu niewielki rów. „To
bolało.” Pomyślał wstając. Znów stali oddaleni od siebie
o, zaledwie parę metrów mierząc się wzrokiem. „Czas, to
skończyć.” Złożył dłonie w pieczęć Tori. „Fuuton:
Taikuu Misairu” Wysłał w stronę przeciwnika kilka pocisków
stworzonych z wiatru, które udało mu się uniknąć, lecz jutsu
pomknęło dalej, w stronę lasu doszczętnie niszcząc kilkanaście
drzew wzniecając przy tym sporo pyłu. Lirio patrzył z przerażeniem
na zniszczenia, po czym przełykając ciężko ślinę spojrzał na
Naruto.
„O-Oi,
Naruto, gdybym tego nie uniknął byłbym teraz martwy.”
„Ehehehe.”
Zaczął głupkowato się śmiać drapiąc tył swojej głowy.
„G-Gomene?”
„JA
CI DAM GOMENE!!” Nagle krzyknęła Nozomi biegnąc w stronę
niebieskookiego. Zatrzymała się przed, nim ze spuszczoną głową,
trzymając go za dłonie.
„P-Przecież
n-nie c-chciałem mu zrobić krzywdy.” Wydukał przerażony tym co
zaraz może nadejść. Nie wiedział czemu, ale Nozomi teraz bardzo
przypominała mu Sakure.
„Czy
wiesz co właśnie zrobiłeś?” Zapytała cicho.
„T-tak?”
Odpowiedział niepewnie.
„Zrobiłeś
coś naprawdę niesamowitego.” Powiedziała pełna radości i
podziwu. „Naucz mnie tego.”
„He?”
„H-Hej,
a co ze mną? Przecież mogłem zginąć.” Poinformował ją
srebrnowłosy.
„Ale
żyjesz, więc siedź cicho.” Stwierdziła oschle i znów spojrzała
na blondyna. „Naucz mnie tego.” Powtórzyła. Naruto patrzył na
nią nie wiedząc co ma zrobić.
„N-Nie
ma sprawy, przyniosę zwoje z domu.” Odezwał się dopiero po kilku
minutach.
„Skoro
poznałem już, na co cię stać możemy zacząć trening.”
Usłyszał za sobą głos syna trzeciego. „Mam nadzieję, że ma
cie jeszcze zapasy energii?” Zapytał z chytrym uśmiechem.
„Nie
martwił bym się o nas SENSEI, tylko o siebie.” Powiedział będąc
już gotowym do ataku.
„Zgadzam
się z Naruto.” Lirio również przyjął postawę.
„Wy,
to macie aż nazbyt tej energii.” Westchnęła dołączając do
blondyna i srebrnowłosego.
„I
tak nie dacie mi rady.”
***
Siedział
na gałęzi drzewa chowając się w jego liściach i obserwując
trening jednej z drużyn, a dokładniej jednego z członków tejże
drużyny.
„Stał
się silniejszy.” Pomyślał obserwując dokładnie każdy ruch
wykonany przez blondyna. „A do tego tamto jutsu, które użył
na tym chłopaku było rangi B.”
„Madaro.”
Usłyszał ze swojej lewej. Spojrzał tam i zobaczył wyłaniającego
się z drzewa obok dziwnego osobnika przypominającego roślinę.
„Znaleźliśmy ostatniego członka do organizacji.” Poinformował
go, lecz ten nic nie mówiąc wrócił do oglądania walki.
„To
dobrze.” Powiedział dopiero po dłuższej chwili. „Przekaż, że
za niedługo wrócę.” Rozkazał patrząc na zachodzące słońce.
Roślino podobna osoba w ciszy znikła tak samo, jak się pojawiła.
„Tak, więc za niedługo zaczniemy polowanie.” Pomyślał
znikając w wirze.
***
Po
ciężkim treningu jakoś udało mi się dowlec do domu i dotrzeć do
łazienki. Stałem w kabinie prysznicowej, a zimne krople wody
zmywały ze mnie cały brud dzisiejszego dnia. Niedługo później
umyty i ubrany w piżamę oraz z kapciami w kształcie żab na
stopach wróciłem do pokoju od razu wyczuwając, że coś jest nie
tak. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to otwarte na oścież okno,
które powinno być zamknięte. Nie zastanawiając się nad przyczyną
jego otwarcia szybko je zamknąłem, gdyż noce była bardzo zimne.
„Witaj
Naruto.” Zamarłem słysząc znajomy głos za sobą. „Minęły
już dwa miesiące w ciągu, których urosłeś w siłę i to
bardzo.” Powoli odwróciłem głowę widząc zamaskowanego osobnika
sprzed dwóch miesięcy.
„C-Co
ty tu robisz?” Zapytałem przerażony faktem, iż nawet nie
zauważyłem, że tam siedział.
„Przecież
mówiłem, że wrócę usłyszeć twoją odpowiedź.” Powiedział
jakby urażony moim pytaniem. „Ale, to może zaczekać najpierw
chciałem porozmawiać.”
„O
czym?”
„Jak
ci się żyję w tej wiosce?” To pytanie mnie zaskoczyło.
„Nie
narzekam.”
„Naprawdę?”
Zapytał zaskoczony. „Mieszkańcy w żaden sposób nie uprzykrzają
ci życia?”
„Staram
się ich unikać tak często, jak tylko mogę.”
„Rozumiem.”
Zapadła chwila ciszy. „Nie masz dość takiego życia? Nie
chciałbyś się wyrwać z wioski?” Po jego słowach zrozumiałem
dlaczego zadał mi te pytania.
„Moja
odpowiedź brzmi nie.” Stwierdziłem bez najmniejszego zawahania.
Nagle atmosfera zrobiła się gęsta, a ściany, sufit i podłoga
miejscami zaczęły pękać. „Co za przerażająca ilość
chakry.” Pomyślałem będąc sparaliżowany ze strachu, lecz
tak szybko, jak się to wszystko zaczęło tak szybko się skończyło.
„Mam
nadzieję, że zmienisz swoje zdanie.” Usłyszałem za sobą głos
nieznajomego. „Do następnego spotkania, chłopcze.” Mówiąc, to
zniknął w wirze.
„Czym
on jest do diabła?” Zapytałem sam siebie padając na kolana i
trzęsąc się ze strachu. „Jak można posiadać takie ilości
chakry?” Takie i wiele innych pytań zadawałem sobie przez
całą noc nie mogąc zasnąć nadal czując tą przerażająco
mroczną chakre.
***
Stał
przed drzwiami do biura Hokage z raportem w ręce, w którym zapisał
szczegółowy raport o treningu swojej drużyny, do której dołączył
dzisiaj nowy członek. Zapukał trzy razy i usłyszawszy ciche wejść
wszedł do środka zatrzymując się metr przed biurkiem trzeciego.
„I
jak poszło?” Zapytał staruszek odkładając wypełniony dokument
na bok biurka, który na szczęście był już ostatnim świstkiem
papieru, jaki dziś zobaczy.
„Tutaj
masz szczegółowy raport na temat obecnych umiejętności Naruto.”
Położył raport na biurku.
„I
co o, nim sądzisz?” Zapytał z delikatnym uśmiechem.
„Jest
bardzo utalentowany.” Odpowiedział. „Jeśli nadal będzie się
tak rozwijał, to za niecały rok albo nawet i szybciej nauczę go
panować nad jego naturą chakry. Trzeci spojrzał na syna
zaskoczony.
„To
już wie jaką posiada naturę chakry?”
„Nie.”
Hokage spojrzał na niego pytająco. „Sam posiadam naturę wiatru i
potrafię wyczuć, jeśli ktoś posiada taką samą.” Staruszek
kiwnął głową. „Tak jak powiedziałem, jeśli będzie się
rozwijał w tym tempie za cztery lata będzie mógł zdawać egzamin
na jonina.”
„Hoho.”
Zaśmiał się. „Widzę, że nie tylko wygląd odziedziczył po
ojcu.” Powiedział radośnie. „Mimo, iż sam go uczyłem nie
zauważyłem jego potencjału.” Obrócił się na fotelu w stronę
okna. „Starzeje się.” Mruknął. „Asuma nie chciałbyś zostać
Hokage?” Obrócił się z powrotem w stronę syna, który teraz
patrzył się na niego szeroko otwartymi oczami. „Mówię
poważnie.” Młody Sarutobi szybko wrócił do swojej zwykłej
postawy.
„Nie
nadaję się na Hokage.” Odpowiedział nieco się kłaniając.
„Bzdury.”
Zaprzeczył Trzeci. „Już jesteś silniejszy niż jak kiedykolwiek
byłem, a do tego kochasz tą wioskę równie mocno co ja, nie liczę
już tego, że jesteś moim synem.” Asuma spojrzał na niego
niepewnie. Hiruzen westchnął. „Przemyśl moją propozycje, a
teraz możesz już odejść.”
„Hai.”
Wyszedł z gabinetu.
„Naprawdę
się starzeje.” Stwierdził masując się po obolałych plecach.
***
Fuuton:
Taikuu Maisairu – Uwolnienie Wiatru: Powietrzne Pociski –
Jutsu, to polega na stworzeniu pocisku natury wiatru i wystrzelenie
ich w stronę celu. Pociski są tym potężniejsze, im ktoś posiada
więcej chakry oraz potrafi ją świetnie kontrolować. ( Jutsu Rangi
B )
Słowa
– 2959
Znaki
– 19620
Znaki
bez spacji – 16658