piątek, 28 czerwca 2013

Unmei no ko: Chapter II - Nowa drużyna

Tak jak powiedział tak jest. Chociaż w planach miałem jedynie pozmieniać kilka rzeczy, a skończyło się na tym, iż napisałem cały rozdział od nowa i zajęło mi no zaledwie trzy i pół godziny. A teraz zapraszam do czytania.


~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

     Minęły już dwa miesiące, odkąd zdałem egzamin na genina i od tamtego czasu wykonuje jedynie zadania Rangi D lub C, gdyż jako jedyny ze swojego rocznika zostałem Geninem oraz jak to ujął Hokage? A tak. „Przez pewien okres czasu będziesz wykonywał tylko misje najniższej rangi, ponieważ nie mogę przydzielić Cię do żadnej drużyny, a w wiosce nie ma wolnego Jonina, który, by się tobą zaopiekował." Od tej rozmowy minął już miesiąc, w ciągu, którego wykonałem 44 misji oraz nauczyłem się lepiej operować klonami cienia, które jak się okazuje po odwołaniu przekazują całą zebraną wiedzę do orginału oraz kilku nowych jutsu. Teraz leżałem na łóżku w swoim pokoju rozmyślając o tajemniczym mężczyźnie, który odwiedził mnie przeszło miesiąc temu i złożył niecodzienną propozycje dołączenia do jego organizacji, o której nie powiedział zupełnie nic. Chwile później moje myśli skierowały się ku egzaminie na genina, a konkretniej rzecz ujmując o tym tajemniczym głosie w mojej głowie oraz sile, która wzięła się znikąd. Zastanawiając się tak nad tym obróciłem się na bok wyglądając za okno na nocne niebo, na którym znajdował się księżyc w pełni oraz wiecznie towarzyszące mu gwiazdy. Wpatrując się tak w ten piękny widok usnąłem zapominając o wszystkich zmartwieniach.


***


Następnego dnia zostałem obudzony ostrymi promieniami słońca, po czym udałem się do łazienki. Kilka minut później czysty i ubrany w to , co nosiłem na egzaminie zszedłem na dół zrobić sobie coś do jedzenia. Niestety, lodówka była pusta.


„Ech... Musze zrobić zakupy." Zrobiłem jeden krok i... "Grrrrrrrrr!" Mój brzuch był głośniejszy niż zazwyczaj. „Ale najpierw Ichiraku ramen." Jak powiedziałem tak zrobiłem wcześniej zabierając z domu portmonetkę z pieniędzmi, które uzbierałem z wykonanych misji. Po kilku minutach dotarłem do celu swojej podróż, więc bez namysłu wszedłem do środka.


„Ohayo staruszku, to samo co zawsze tylko razy cztery!" Powiedziałem na przywitanie.


„Ohayo Naruto już się robi." Odpowiedział radośnie wchodząc do kuchni. Chwilę później dostałem swoje zamówienie.


„Życzę smacznego."


„Itadakimasu!" Krzyknąłem natychmiastowo opróżniając wszystkie 4 miski, lecz nadal byłem głodny, więc złożyłem kolejne zamówienie, tym razem na 6 misek, które kilka minut później dostałem pod nos i opróżniłem w ciągu kolejnych kilku minut, ale nadal nie byłem najedzony. Po godzinie siedziałem najedzony, a obok mnie leżało 50 misek ramenu ustawionych w 5 pionowych rzędach po 10.


„Eem... Naruto?" Spojrzałem na właściciela. „Nic ci nie będzie po zjedzeniu tyle ramenu?" Zapytał zmartwionym głosem, po czym spojrzałem na liczbę misek i sam począłem się nad tym zastanawiać, ale nie dochodząc do niczego sensownego znów spojrzałem na staruszka.


„Spokojnie nic mi nie będzie." Odpowiedziałem z uśmiechem.


„Skoro tak mówisz, a teraz czas na rachunek." Wręczył mi świstek papieru. Po przeczytaniu go moje oczy szeroko się otwarły.


„ILEEEEEEEEE!!!" Wydarłem się tak głośno, że było mnie słychać w całej wiosce.


„Tak, więc poproszę 25000 Ryo(na nasze, to będzie około 1000 zł Dop. Aut)." Powiedział staruszek z uśmiechem pocierając swoje dłonie.


„H-Hai." Wydukałem cicho, płacąc i wychodząc przed bar. Po chwili namysłu postanowiłem iść potrenować, lecz coś, a raczej ktoś przeszkodził mi w tym.


„Naruto Uzumaki Hokage kazał mi przekazać, że masz do niego przyjść." Zakomunikował jakiś chunin, który ni z tego ni z owego wyrósł przede mną z ziemi.


„R-Rozumiem." Odpowiedziałem zaskoczony, a chłopak natychmiast się ulotnił. „Pewnie kolejna misja rangi D" Pomyślałem wzdychając. Zrobiłem, tak jak mi kazano i po trzydziestu minutach stałem przed drzwiami z napisem "HOKAGE" od razu zapukałem.


„Wejść." Usłyszałem z wnętrza. Wszedłem stając przed biurkiem Hokage.


„Witaj staruszku.” Przywitałem go szerokim uśmiechem.


„Witaj Naruto." Nieznacznie uśmiechnął i wyciągnął jakąś teczkę z napisem ściśle tajne. Po chwili otworzył ją wyjmując z niej kartę, którą była karta danych opisująca shinobi wioski w tym przypadku owa karta należała do mnie co mnie zdziwiło, lecz, nim zdążyłem zapytać staruszek zaczął czytać. „Uzumaki Naruto, lat 10, genin. Oficjalnie ukończonych misji 44: 39 Rangi D, 5 Rangi C, 0 Rangi B, 0 Rangi A, 0 Rangi S.
Mimo młodego wieku jego umiejętności dalece przewyższają umiejętności jego rówieśników, jak i jego starszych kolegów. Jest głośny i nadpobudliwy, lecz, jeśli wymaga tego sytuacja potrafi się opanować i spoważnieć." Skończył czytać przenosząc wzrok z teksu na mnie.


„M-Mogę wiedzieć, po co mnie wezwałeś?” Zapytałem niepewnie.


„Od dnia dzisiejszego przez następne sześć miesięcy będziesz członkiem drużyny 5.” Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie co usłyszałem.


„YATTA!!!!” Wydarłem się na cały głos. „Nareszcie będę miał normalną drużynę!” Zacząłem podskakiwać z radości. Uspokoiłem się dopiero po kilkunastu minutach.


„Naruto.” Hokage nagle spoważniał. „Co do twojego dołączenia do drużyny jest parę spraw, które muszę ci objaśnić.” Spojrzałem na niego również poważniejąc. „Jeśli ktoś cię spyta o wiek masz powiedzieć, że masz 12 lat, a akademię ukończyłeś rok temu, rozumiesz?” Szybko kiwnąłem głową na znak, iż rozumiem. „Przekazałem już wszystkie informacje Joninowi dowodzącemu drużyną piątą.”


„Czy, to wszystko?”


„Tak. Teraz udasz się zapoznać z jej członkami, są teraz na polu treningowym numer 4.”


„Tak jest.” Natychmiast wyskoczyłem przez otwarte okno, lądując na ziemi kilkanaście metrów od wejścia do wieży. „A teraz...” Pomyślałem i przesyłając chakrę do stóp zacząłem biec tak szybko, że cywile nie byli w stanie mnie zobaczyć. Nie minęła nawet minuta, a już stałem na drzewie obserwując dwoje stojących osób na środku polany wielkości sporego boiska. Jedną z nich była dziewczynka jakieś dwa lata starsza ode mnie o czarnych długich włosach i ciemno czerwonych oczach ubrana w czarny długi płaszcz z długimi rękawami, który od pasa w dół był rozpołowiony z przodu odsłaniając nogi. Do tego miała ubrane krótkie czarne spodenki nie sięgające nawet połowy ud oraz tego samego koloru podkolanówki i buty. Opaskę liścia miała zawieszoną na szyi. Drugą osobą był chłopak w tym samym wieku co dziewczyna. Jego włosy były srebrne sięgające barków, a oczy złote. Ubrany w czerwoną koszule i czarny płaszcz oraz tego samego koloru długie spodnie oraz buty. Nie czekając zeskoczyłem z drzewa na polanę i podszedłem do nich.


„Siema, jestem Uzumaki Naruto nowy członek drużyny piątej.” Powiedziałem radośnie. Oboje spojrzeli na mnie, po czym dziewczyna prychnęła odwracając głowę w bok, a chłopak krzywo się uśmiechnął podając mi dłoń.


„Jestem Lirio Akitoshi miło poznać.” Przedstawił się z uśmiechem.


„A ta niezbyt przyjemna osoba to?” Zapytałem wskazując palcem na czarnowłosą i natychmiast odchyliłem się w bok unikając ataku pięścią, następnie odskoczyłem do tyłu unikając kopniak. „Co tak nagle mnie atakujesz?”


„Nie mam powodów, aby ci, to mówić.” Odpowiedziała znów mnie atakując tym razem celując nogą w moją klatkę piersiową.


„Może ty go nie widzisz, ale...” Podskoczyłem do góry stając na rękach na jej wyprostowanej nodze. „...Ja tak, w końcu to ja tu jestem atakowany.” Wybiłem się obiema rękoma lądując za nią i blokując lewą ręką kolejnego kopniaka. „No do diabła!” Krzyknąłem pojawiając się za nią i kopiąc w plecy w wyniku czego odleciała na kilka metrów uderzając o ziemie. „Uspokoiłaś się?”


„Nie myśl, że mnie trafiłeś, po prostu pozwoliłam ci na to!” Wydarła się po wstaniu.


„Ah tak.” Stwierdziłem krótko. „Widzę, że ceni swoją dumę ponad wszystko.” Pomyślałem przenosząc wzrok na Lirio.


„Nozomi teraz wiesz, że nie jest słaby, więc się uspokój.” Popatrzyła na niego spod byka, po czym spojrzała na mnie.


„Jestem Nozomi Kyuuketsuki.” Przedstawiła się z promiennym uśmiechem szokując mnie nagłą zmianą charakteru. „Wybacz, to chłodne przywitanie, ale chciałam cię sprawdzić, czy się nadajesz do naszej drużyny.” Wytłumaczyła podając mi rękę.


„Ta spoko nic się nie stało.” Uścisnąłem ją nie wiedząc jak, inaczej mogę zareagować.


„Na pewno?”


„Tak na pewno.” Potwierdziłem przypominając sobie co Ero-sennin mówił o kobietach. „Pamiętaj Naruto, kobieta zmienną jest.”


„Widzę, że już się zaprzyjaźniliście.” Usłyszałem za sobą męski głos. Szybko się odwróciłem widząc przed sobą gigantyczne człowieka, którego od razu rozpoznałem.


„Ossan, ty jesteś kapitanem tej drużyny?” Zapytałem zaskoczony.


„Ja także byłem zaskoczony, kiedy usłyszałem, że dołączysz do mojej drużyny.” Powiedział czochrając mi włosy na głowie. „Skoro się już poznaliście możemy przejść do trenin...”


„Właściwie, to wiemy jedynie jak się nazywamy.” Przerwała mu Nozomi. Sarutobi spojrzał na nią, po czym westchnął.


„No, to szybko przedstaw się Naruto.”


„Nazywam się Naruto Uzumaki, moim ulubionym daniem jest ramen, a marzeniem jest ZOSTANIE HOKAGE!” Ostatnie dwa słowa wykrzyczałem szokując dwoje moich towarzyszy.


„Właśnie, dlatego chciałem, to pominąć.” Mruknął cicho pod nosem Asuma. „No dobrze, a teraz wy.”


„Lirio Akitoshi, nie mam marzeń ani ulubionego dania.” Przedstawił się dopiero po kilku minutach, gdy już się otrząsnął z szoku.


„Nozomi Kyuuketsuki, Mam marzenie, ale nie zamierzam wyjawiać jakie, co do hobby mam ich wiele, a ulubione danie, to hmm... grillowany stek.”


„Skoro już się poznaliśmy możemy przejść do treningu.” Spojrzał na mnie. „Widziałem twoje dane, ale jestem ciekaw jak bardzo się poprawiłeś od czasu egzaminu.” Powiedział, po czym zamyślił się nad czymś. „Lirio, stoczysz z Naruto krótki pojedynek, abym mógł go osobiście ocenić.„ Rozkazał. Obaj bez żadnego sprzeciwu ustawiliśmy się na środku polany kilka metrów od siebie. „Gotowi!? START!” Krzyknął, a my natychmiast się na siebie rzuciliśmy. Tymczasem do Asumy podeszła Nozomi.


„Sensei, jesteś pewny, że Naruto da sobie radę przeciw Lirio?” Zapytała szczerze w, to wątpiąc.


„Masz.” Wyjął coś z kieszeni i podał jej, to.


„To przecież...”


„Karta danych należąca do do Naruto.” Przerwał jej. „Przeczytaj.”


„Uzumaki Naruto, genin, lat...” Zatrzymała się przecierając oczy. „...Lat 10?” Zapytała. Asuma jedynie kiwnął głową. „Ukończonych misji Rangi D 39, Rangi C 5. Taijutsu( Rang C+), Ninjutsu( Ranga C ), Genjutsu( Ranga D), Siła( 3/5 ), Inteligencja( 2,5/5 ) Wytrzymałość( 4/5 ), Szybkość( 2,5/5 ).” Skończyła czytać nie wierząc w to, co widzi. Szybko wróciła do jego wieku przypominając sobie egzamin sprzed dwóch miesięcy. „Czyli ten zamaskowany dzieciak, to Naruto?” Wyszeptała.


„Masz rację, ale nikomu o tym nie mów.” Spojrzała na niego. „Rozkaz Hokage.” Wyjaśnił krótko.


„Uważam, że Naruto nadal nie ma z, nim szans.” Zmieniła temat.


„Ja uważam na odwrót.” Stwierdził ze śmiechem. „Jeśli chodzi o same umiejętności, to są sobie równi, lecz Naruto posiada większe doświadczenie i dzięki temu prawdopodobnie wygra.”

„Niby jak może posiadać większe doświadczenie, przecież jest dwa lata młodszy od nas.”


„Sama przed chwilą czytałaś dane Naruto.” Zabrał jej kartę, którą obracała w dłoniach i schował do kieszeni. „Ukończył 44 misje z czego 5 było rangi C oczywiście wszystkie ukończył w pojedynkę.”


„Sam? Tak zupełnie S-A-M?” Specjalnie przeliterowała dla podkreślenia swojego zdziwienia.


„Były, to misje, na których miał za zadanie pojmać bandytów z okolic różnych pomniejszych wiosek.”


„Mimo wszystko nie znam nikogo, kto, by posiadał takie umieję...”


„Patrz.” Przerwał jej wskazując na walkę Lirio i Uzumakiego, który widocznie zyskiwał przewagę.


„Miałeś rację, ale, o co chodziło z tym ”prawdopodobnie”?”


„Jeśli Liro użyje TEGO, to nie jestem pewny wyniku.” Wyjaśnił, po czym oboje już nic nie mówiąc wrócili do oglądania pojedynku.


Stali naprzeciw siebie. Oboje z lekką zadyszką patrzyli na siebie z tym, że Lirio miał kilka nie wielkich rozcięć na twarzy, a Naruto pozostawał nietknięty. Po chwili znów obaj na siebie ruszyli z kunai'ami w dłoniach. Pierwszy cios zadał srebrnowłosy, lecz blondyn zgrabnie uniknął ostrza samemu robiąc niewielkie rozcięcie w rękawie płaszcza oraz skórze przeciwnika i nie czekając szybko kopnął prawą nogą w brzuch złotookiego posyłając go kilka metrów w tył. Nim przeciwnik zdążył się pozbierać rzucił w jego kierunku kilka shurikenów i układając dłonie w pieczęć klona.


Kage Shuriken no Jutsu.” Powiedział, a z 5 shurikenów zrobiło się ich kilkadziesiąt. Srebrnowłosy zaczął ich unikać biegnąc w stronę Naruto. Niestety, ostrza nie zdołał uniknąć wszystkich i kilka z nich rozcięło mu ubrania oraz skórę tworząc sporo płytkich ran, z których sączyła się krew. Jinchuuriki zaskoczony takim ruchem, ledwo zdążył uniknąć ciosu Liro, przez co ten zadał mu płytką ranę na policzku i, nim blondyn zdał sobie sprawę został posłany kilka metrów w tył potężnym kopnięcie w klatkę piersiową ryjąc w podłożu niewielki rów. „To bolało.” Pomyślał wstając. Znów stali oddaleni od siebie o, zaledwie parę metrów mierząc się wzrokiem. „Czas, to skończyć.” Złożył dłonie w pieczęć Tori. „Fuuton: Taikuu Misairu” Wysłał w stronę przeciwnika kilka pocisków stworzonych z wiatru, które udało mu się uniknąć, lecz jutsu pomknęło dalej, w stronę lasu doszczętnie niszcząc kilkanaście drzew wzniecając przy tym sporo pyłu. Lirio patrzył z przerażeniem na zniszczenia, po czym przełykając ciężko ślinę spojrzał na Naruto.


„O-Oi, Naruto, gdybym tego nie uniknął byłbym teraz martwy.”


„Ehehehe.” Zaczął głupkowato się śmiać drapiąc tył swojej głowy. „G-Gomene?”


„JA CI DAM GOMENE!!” Nagle krzyknęła Nozomi biegnąc w stronę niebieskookiego. Zatrzymała się przed, nim ze spuszczoną głową, trzymając go za dłonie.


„P-Przecież n-nie c-chciałem mu zrobić krzywdy.” Wydukał przerażony tym co zaraz może nadejść. Nie wiedział czemu, ale Nozomi teraz bardzo przypominała mu Sakure.


„Czy wiesz co właśnie zrobiłeś?” Zapytała cicho.


„T-tak?” Odpowiedział niepewnie.


„Zrobiłeś coś naprawdę niesamowitego.” Powiedziała pełna radości i podziwu. „Naucz mnie tego.”


„He?”


„H-Hej, a co ze mną? Przecież mogłem zginąć.” Poinformował ją srebrnowłosy.


„Ale żyjesz, więc siedź cicho.” Stwierdziła oschle i znów spojrzała na blondyna. „Naucz mnie tego.” Powtórzyła. Naruto patrzył na nią nie wiedząc co ma zrobić.


„N-Nie ma sprawy, przyniosę zwoje z domu.” Odezwał się dopiero po kilku minutach.


„Skoro poznałem już, na co cię stać możemy zacząć trening.” Usłyszał za sobą głos syna trzeciego. „Mam nadzieję, że ma cie jeszcze zapasy energii?” Zapytał z chytrym uśmiechem.


„Nie martwił bym się o nas SENSEI, tylko o siebie.” Powiedział będąc już gotowym do ataku.


„Zgadzam się z Naruto.” Lirio również przyjął postawę.


„Wy, to macie aż nazbyt tej energii.” Westchnęła dołączając do blondyna i srebrnowłosego.


„I tak nie dacie mi rady.”


***


Siedział na gałęzi drzewa chowając się w jego liściach i obserwując trening jednej z drużyn, a dokładniej jednego z członków tejże drużyny.

Stał się silniejszy.” Pomyślał obserwując dokładnie każdy ruch wykonany przez blondyna. „A do tego tamto jutsu, które użył na tym chłopaku było rangi B.”


„Madaro.” Usłyszał ze swojej lewej. Spojrzał tam i zobaczył wyłaniającego się z drzewa obok dziwnego osobnika przypominającego roślinę. „Znaleźliśmy ostatniego członka do organizacji.” Poinformował go, lecz ten nic nie mówiąc wrócił do oglądania walki.


„To dobrze.” Powiedział dopiero po dłuższej chwili. „Przekaż, że za niedługo wrócę.” Rozkazał patrząc na zachodzące słońce. Roślino podobna osoba w ciszy znikła tak samo, jak się pojawiła. „Tak, więc za niedługo zaczniemy polowanie.” Pomyślał znikając w wirze.


***


Po ciężkim treningu jakoś udało mi się dowlec do domu i dotrzeć do łazienki. Stałem w kabinie prysznicowej, a zimne krople wody zmywały ze mnie cały brud dzisiejszego dnia. Niedługo później umyty i ubrany w piżamę oraz z kapciami w kształcie żab na stopach wróciłem do pokoju od razu wyczuwając, że coś jest nie tak. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to otwarte na oścież okno, które powinno być zamknięte. Nie zastanawiając się nad przyczyną jego otwarcia szybko je zamknąłem, gdyż noce była bardzo zimne.


„Witaj Naruto.” Zamarłem słysząc znajomy głos za sobą. „Minęły już dwa miesiące w ciągu, których urosłeś w siłę i to bardzo.” Powoli odwróciłem głowę widząc zamaskowanego osobnika sprzed dwóch miesięcy.


„C-Co ty tu robisz?” Zapytałem przerażony faktem, iż nawet nie zauważyłem, że tam siedział.


„Przecież mówiłem, że wrócę usłyszeć twoją odpowiedź.” Powiedział jakby urażony moim pytaniem. „Ale, to może zaczekać najpierw chciałem porozmawiać.”


„O czym?”


„Jak ci się żyję w tej wiosce?” To pytanie mnie zaskoczyło.


„Nie narzekam.”


„Naprawdę?” Zapytał zaskoczony. „Mieszkańcy w żaden sposób nie uprzykrzają ci życia?”


„Staram się ich unikać tak często, jak tylko mogę.”


„Rozumiem.” Zapadła chwila ciszy. „Nie masz dość takiego życia? Nie chciałbyś się wyrwać z wioski?” Po jego słowach zrozumiałem dlaczego zadał mi te pytania.


„Moja odpowiedź brzmi nie.” Stwierdziłem bez najmniejszego zawahania. Nagle atmosfera zrobiła się gęsta, a ściany, sufit i podłoga miejscami zaczęły pękać. „Co za przerażająca ilość chakry.” Pomyślałem będąc sparaliżowany ze strachu, lecz tak szybko, jak się to wszystko zaczęło tak szybko się skończyło.


„Mam nadzieję, że zmienisz swoje zdanie.” Usłyszałem za sobą głos nieznajomego. „Do następnego spotkania, chłopcze.” Mówiąc, to zniknął w wirze.


Czym on jest do diabła?” Zapytałem sam siebie padając na kolana i trzęsąc się ze strachu. „Jak można posiadać takie ilości chakry?” Takie i wiele innych pytań zadawałem sobie przez całą noc nie mogąc zasnąć nadal czując tą przerażająco mroczną chakre.


***


Stał przed drzwiami do biura Hokage z raportem w ręce, w którym zapisał szczegółowy raport o treningu swojej drużyny, do której dołączył dzisiaj nowy członek. Zapukał trzy razy i usłyszawszy ciche wejść wszedł do środka zatrzymując się metr przed biurkiem trzeciego.


„I jak poszło?” Zapytał staruszek odkładając wypełniony dokument na bok biurka, który na szczęście był już ostatnim świstkiem papieru, jaki dziś zobaczy.


„Tutaj masz szczegółowy raport na temat obecnych umiejętności Naruto.” Położył raport na biurku.


„I co o, nim sądzisz?” Zapytał z delikatnym uśmiechem.

„Jest bardzo utalentowany.” Odpowiedział. „Jeśli nadal będzie się tak rozwijał, to za niecały rok albo nawet i szybciej nauczę go panować nad jego naturą chakry. Trzeci spojrzał na syna zaskoczony.


„To już wie jaką posiada naturę chakry?”


„Nie.” Hokage spojrzał na niego pytająco. „Sam posiadam naturę wiatru i potrafię wyczuć, jeśli ktoś posiada taką samą.” Staruszek kiwnął głową. „Tak jak powiedziałem, jeśli będzie się rozwijał w tym tempie za cztery lata będzie mógł zdawać egzamin na jonina.”


„Hoho.” Zaśmiał się. „Widzę, że nie tylko wygląd odziedziczył po ojcu.” Powiedział radośnie. „Mimo, iż sam go uczyłem nie zauważyłem jego potencjału.” Obrócił się na fotelu w stronę okna. „Starzeje się.” Mruknął. „Asuma nie chciałbyś zostać Hokage?” Obrócił się z powrotem w stronę syna, który teraz patrzył się na niego szeroko otwartymi oczami. „Mówię poważnie.” Młody Sarutobi szybko wrócił do swojej zwykłej postawy.


„Nie nadaję się na Hokage.” Odpowiedział nieco się kłaniając.


„Bzdury.” Zaprzeczył Trzeci. „Już jesteś silniejszy niż jak kiedykolwiek byłem, a do tego kochasz tą wioskę równie mocno co ja, nie liczę już tego, że jesteś moim synem.” Asuma spojrzał na niego niepewnie. Hiruzen westchnął. „Przemyśl moją propozycje, a teraz możesz już odejść.”


„Hai.” Wyszedł z gabinetu.


„Naprawdę się starzeje.” Stwierdził masując się po obolałych plecach.


***


Fuuton: Taikuu Maisairu – Uwolnienie Wiatru: Powietrzne Pociski – Jutsu, to polega na stworzeniu pocisku natury wiatru i wystrzelenie ich w stronę celu. Pociski są tym potężniejsze, im ktoś posiada więcej chakry oraz potrafi ją świetnie kontrolować. ( Jutsu Rangi B )


Słowa – 2959

Znaki – 19620

Znaki bez spacji – 16658

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz